Cześć,
tym razem o tym, że nie zawsze muszę być silna. Chociaż słyszę to codziennie. "Jesteś taką silną i mądrą kobietą!" Zazwyczaj się uśmiecham i dziękuję za dobre słowo. Ale czy na pewno się tak czuję? Na pewno nie za każdym razem.
To, że przetrwałam, nie poddałam się, to nie znaczy, że jestem niezniszczalna. Jestem bardziej świadoma swoich emocji i uczuć. Oraz tego, że czasem trzeba się zgodzić na to, że nie jestem w stanie wszystkiego udźwignąć.
Czy każdego dnia muszę walczyć ze sobą? Udowadniać sobie, że stać mnie na wszystko co tylko sobie wymyślę? Codziennie być na siłowni albo zrobić trening biegowy? Rozwijać się poprzez zdobywanie nowych umiejętności? Każdy poranek rozpoczynać od jogi? Powinnam? Raczej tak, ale kiedy czuję, że ten dzień jest kiepski, to przecież mogę odpuścić. Zostać w domu, zanurzyć się w kocyku z kubkiem gorącej herbaty, przeczytać książkę... Mogę, tylko czy potrafię? Niekoniecznie, bo kiedy próbuję odpoczywać to pojawia się lęk. Mój największy wróg. Myśli pt. "marnujesz życie!". Ta ciągła presja, by "coś" robić. Nie zbyt zdrowe podejście do życia.
Dlatego się tego uczę, być tą silną i odważną kobietą, która potrafi zostać w weekend w domu. Ogląda filmy, przy których się wzrusza. Czyta książki, zazwyczaj o psychologii. No i tańczy, tańczy do muzyki, którą kocha. Przy której głośno śpiewa, uśmiecha się. To też jest piękne życie. Cudowne chwile, sam na sam ze sobą. Bo bycie samemu, nie oznacza samotności. W takich chwilach zakochuję się w sobie i w swoim życiu. I to sprawia, że jestem najsilniejszą wersją siebie. Samowystarczalną.
Dbajmy o siebie! I o swoje wewnętrzne dziecko!
NAMASTE
Komentarze
Prześlij komentarz