Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2025
 Dzisiaj przywitam się inaczej... Siemanko! Ostatni wpis zakończyłam życząc każdemu szczęścia. No i właśnie, co to jest szczęście? Zastanawiam się nad definicją tego słowa już kilka dni. Rok temu szczęściem nazwałabym to, że lecę na wakacje w ciepłe i popularne miejsce. Albo, że w końcu zmienię pracę, najlepiej na taką w dużej korporacji. Lub to, że jest piątek i w końcu można się napić wina. Czyli, że szczęściem było to, iż na coś cały czas czekałam. Lecz czy serio byłam szczęśliwa, kiedy ta oczekiwana chwila nadeszła? Nie wiem. Całe życie mam na coś czekać? Po co? Jak życie jest tak przewrotne, że jutra może nie być. Więc warto być szczęśliwym już teraz. W tej chwili.  Jak odnaleźć radość każdego dnia? Jeszcze tego nie potrafię, ciągle się uczę, ale po prostu wystarczy być wdzięcznym. Za każdą najprostszą rzecz, o których zapomnieliśmy. Wyobraź sobie, że dzwoni budzik, czas wstawać. Rozpocząć kolejny dzień. I z czego tu się cieszyć? Nic nadzwyczajnego. Wcale nie. Przed Tobą ...
Kiedy nastąpi koniec świata? To chyba jedno z najczęściej zadawanych pytań w historii ludzkości. Z pewnością kiedyś na pewno to nastąpi. Być może naukowcy zajmujący się kosmosem, układem planet, gwiazd i innych ciał niebieskich, znają odpowiedź na wyżej wymienione pytanie, ale tworząc tą tezę chciałabym poruszyć inny aspekt teorii "końca świata" Kiedyś każdemu z nas skończył się świat. Gdy jakieś wydarzenie w naszym życiu sprawiło, że poczuliśmy, iż już nic nas nie czeka. Może był to zawód miłosny, albo strata kogoś bliskiego. Możliwe, iż związane było to z finansami lub karierą zawodową. Po prostu uczucie wielkiej pustki i rozczarowania. Mój prywatny świat też się skończył, nawet kilka razy. Ale ten ostatni był chyba najbardziej tragiczny. Kiedy w ciągu 10 minut wszystko się zawaliło... plany na przyszłość, marzenia, cele. A przede wszystkim zaufanie. Czy można tak wszystko nagle stracić? Bez żadnego ostrzeżenia? Bez żadnego znaku ostrzegawczego? Czas się wtedy dla mnie zatr...
 Serwus! Podobno, jeśli przelewa się własne myśli na papier to łatwiej je ocenić. Nadać im kształt, znaczenie, zauważyć wpływ tych myśli, na to kim jesteś w danym momencie. Taką dostałam radę od kogoś dużo mądrzejszego ode mnie. Więc jako osoba, która weryfikuje każdą metodę jaka wyda mi się interesująca, musiałam to sprawdzić. Zaczęłam pisać dziennik. Codziennie w łóżku, między medytacją a snem, zapisywałam swoje przemyślenia, wydarzenia mijającego dnia. Jakie wnioski? To było lepsze niż tabletki na sen, lepsze niż melisa. Wyrzucenie tych wszystkich emocji i uczuć, sprawiało, że moja głowa jest lekka jak chmurka. Jedyna chmurka na błękitnym niebie w ciepły czerwcowy dzień. Niesamowite doświadczenie. W końcu przesypiałam całą noc, bez gwałtownych przebudzeń, z ogromnym lękiem i tętnem w granicach 130. Dlatego pod wpływem odczuć związanych z pisaniem dziennika, przypomniałam sobie, kim zawsze chciałam być. Mianowicie, dziennikarzem. Pracować słowem. Zarabiać na życie i marzenia popr...