Przejdź do głównej zawartości

 Serwus!

Podobno, jeśli przelewa się własne myśli na papier to łatwiej je ocenić. Nadać im kształt, znaczenie, zauważyć wpływ tych myśli, na to kim jesteś w danym momencie. Taką dostałam radę od kogoś dużo mądrzejszego ode mnie. Więc jako osoba, która weryfikuje każdą metodę jaka wyda mi się interesująca, musiałam to sprawdzić. Zaczęłam pisać dziennik. Codziennie w łóżku, między medytacją a snem, zapisywałam swoje przemyślenia, wydarzenia mijającego dnia. Jakie wnioski? To było lepsze niż tabletki na sen, lepsze niż melisa. Wyrzucenie tych wszystkich emocji i uczuć, sprawiało, że moja głowa jest lekka jak chmurka. Jedyna chmurka na błękitnym niebie w ciepły czerwcowy dzień. Niesamowite doświadczenie. W końcu przesypiałam całą noc, bez gwałtownych przebudzeń, z ogromnym lękiem i tętnem w granicach 130.

Dlatego pod wpływem odczuć związanych z pisaniem dziennika, przypomniałam sobie, kim zawsze chciałam być. Mianowicie, dziennikarzem. Pracować słowem. Zarabiać na życie i marzenia poprzez urzeczywistnianie swoich myśli w zdaniach i akapitach. Przecież mam do tego talent. Zawsze wolałam pisać niż mówić. Nawet jeśli chodzi o relacje, łatwiej jest mi wyrażać się słowem pisanym. Jak mogłam o tym zapomnieć!?

Więc co teraz? Jestem po 30, mamy 2025 rok, a ja postanawiam założyć bloga. Bo od czegoś trzeba zacząć. Może to będzie początek mojej dziennikarskiej kariery, a może tylko amatorski sposób na dzielenie się swoimi przemyśleniami. Albo blog będzie kolejnym etapem mojej terapii, uzdrowienia mojej duszy z lęków i traum. Czas pokaże. Ale wiem, że jestem podekscytowana i dumna z siebie, że odważyłam się na ten krok.

Skąd pomysł na nazwę? Bo kilka miesięcy temu skończył mi się świat. Świat, w którym się zgubiłam, zapomniałam o sobie, w którym "biegłam" bardzo szybko, ale tak naprawdę nie wiedziałam dokąd. Ogromna strata dopiero uświadomiła mi, iż czas się zatrzymać. Stanąć na chwilę w miejscu i zastanowić się "kim ja jestem i czego chcę od życia?". Na tamtą chwilę myślałam, że wiem wszystko o sobie. Ale dzisiaj zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie wiedziałam, byłam malutką, zranioną dziewczynką, która kochała wszystkich wokół, oprócz samej siebie. Dlatego byłam tak nieszczęśliwa. 

I pewnie nie jestem jedyna na świecie. Są nas miliony. Zagubionych w oczekiwaniach całego świata, że będziemy idealne, że będziemy się zatracać w tej gonitwie za kasą i pokazaniem innym, że jesteśmy silne. Lecz nie taki jest sens życia. Trzeba potrafić się zatrzymać, cieszyć daną chwilą, żyć tu i teraz.

I o tym będzie ten blog, o tym jak poszukuję swojego ja. Swojego szczęścia. Ale też nie o tym, bo chcę się rozwijać dziennikarsko. Ahoj przygodo!

Dziękuję za uwagę! 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Serwus! W tym wpisie, chcę opisać to co daje mi wiarę, że jestem silną i mocną kobietą. Tą niesamowitą, nieziemską, wspaniałą czynnością jest... bieganie! Tak, bieganie. Sama w to nie wierzę, że tak prosty wysiłek fizyczny może przynieść tyle motywacji i radości do życia. Jak się zaczęło? Spontaniczna decyzja, w moim najgorszym okresie życia, kiedy nie umiałam być sama, nie umiałam siedzieć na kanapie i nic nie robić. Wstałam, krótka rozgrzewka, buty na stopy i wyszłam z domu. Zaczęło się od marszobiegów, czyli 5 minut szybkiego marszu, a następnie luźny trucht. I tak się udało przebiec 2 kilometry. I... przyniosło mi to ulgę, spokój w mojej adhdowej głowie. Przyjemność. Więc poszłam w to dalej. Działałam według specjalnie rozpisanego planu treningowego, dzięki któremu po miesiącu udało mi się przebiec 5 kilometrów. Cudowne uczucie. Pamiętam ten ciepły czerwcowy wieczór. Jedno z piękniejszych wspomnień, które automatycznie wywołuje uśmiech na mojej twarzy.  To przyjemne uczucie zmo...
 Dzisiaj przywitam się inaczej... Siemanko! Ostatni wpis zakończyłam życząc każdemu szczęścia. No i właśnie, co to jest szczęście? Zastanawiam się nad definicją tego słowa już kilka dni. Rok temu szczęściem nazwałabym to, że lecę na wakacje w ciepłe i popularne miejsce. Albo, że w końcu zmienię pracę, najlepiej na taką w dużej korporacji. Lub to, że jest piątek i w końcu można się napić wina. Czyli, że szczęściem było to, iż na coś cały czas czekałam. Lecz czy serio byłam szczęśliwa, kiedy ta oczekiwana chwila nadeszła? Nie wiem. Całe życie mam na coś czekać? Po co? Jak życie jest tak przewrotne, że jutra może nie być. Więc warto być szczęśliwym już teraz. W tej chwili.  Jak odnaleźć radość każdego dnia? Jeszcze tego nie potrafię, ciągle się uczę, ale po prostu wystarczy być wdzięcznym. Za każdą najprostszą rzecz, o których zapomnieliśmy. Wyobraź sobie, że dzwoni budzik, czas wstawać. Rozpocząć kolejny dzień. I z czego tu się cieszyć? Nic nadzwyczajnego. Wcale nie. Przed Tobą ...
 Serwus, w tym wpisie chciałabym się podzielić czymś osobistym, a mianowicie - zmagam się ze stanami lękowymi. Co to takiego? Siedzę na kanapie, wszystko jest git, gra moja ulubiona muzyka, nie ma żadnego zagrożenia. Jestem w bezpiecznym miejscu. Tylko czemu nagle moje ciało się napina, puls skacze, oddech staje się płytki i przyspieszony. Czuję się tak jakby zaraz koło mnie miała wybuchnąć mina i szykuję się do ucieczki. Przed czym ta ucieczka? To myśli przywołują wspomnienia z przeszłości, lub zamartwianie się o przyszłość. Aby być cały czas "na fali", w ruchu. Bo przecież MUSZĘ korzystać z życia. Bo życie mi ucieknie...A przynajmniej tak mi się wydaje. Skąd mi się to wzięło? Jest kilka teorii. Lecz chyba głównie z tego, że nie potrafiłam odpoczywać, wszystko zawsze musiałam zrobić sama, bo przecież nikt inny lepiej ode mnie nie zrobi. Tia... bo nie ma ludzi nie zastąpionych? Każdy zły grymas, zły humor, negatywny komentarz innych osób brałam do siebie. Jakbym była odpowied...