Przejdź do głównej zawartości

Serwus!

W tym wpisie, chcę opisać to co daje mi wiarę, że jestem silną i mocną kobietą. Tą niesamowitą, nieziemską, wspaniałą czynnością jest... bieganie!

Tak, bieganie. Sama w to nie wierzę, że tak prosty wysiłek fizyczny może przynieść tyle motywacji i radości do życia. Jak się zaczęło? Spontaniczna decyzja, w moim najgorszym okresie życia, kiedy nie umiałam być sama, nie umiałam siedzieć na kanapie i nic nie robić. Wstałam, krótka rozgrzewka, buty na stopy i wyszłam z domu. Zaczęło się od marszobiegów, czyli 5 minut szybkiego marszu, a następnie luźny trucht. I tak się udało przebiec 2 kilometry. I... przyniosło mi to ulgę, spokój w mojej adhdowej głowie. Przyjemność.

Więc poszłam w to dalej. Działałam według specjalnie rozpisanego planu treningowego, dzięki któremu po miesiącu udało mi się przebiec 5 kilometrów. Cudowne uczucie. Pamiętam ten ciepły czerwcowy wieczór. Jedno z piękniejszych wspomnień, które automatycznie wywołuje uśmiech na mojej twarzy. 

To przyjemne uczucie zmotywowało mnie do dalszych treningów. Dbanie o swoje zdrowie fizyczne. Oprócz biegania, wprowadziłam również treningi siłowe. Moje ciało wygląda coraz lepiej. Polubiłam oglądanie siebie w lustrze, a humor zaczął się polepszać z każdym dniem. Zaczęłam pozytywnie patrzeć na życie. Ciało = głowa. A jeszcze do tego zajęcia z jogi na świeżym powietrzu... nieziemskie połączenie. Po prostu teraz czuję, że mogę wszystko. Zadbałam o swoje ciało, mam coraz więcej energii, ciekawych pomysłów na rozwój. Czuję, że poprzez odpowiednie nastawienie i ciężką pracę, mogę osiągnąć każdy wyznaczony cel. 

Jednym z tych celów, było zapisanie się na pierwsze zawody biegowe. Na dosyć krótkim dystansie, bo tylko 2,5 km, ale od czegoś trzeba zacząć. Moim planem było ukończenie trasy i odebranie pamiątkowego medalu. Bieg nie poszedł mi tak jak sobie zaplanowałam. Zaskoczyła mnie bardzo upalna pogoda. Wręcz tropikalne warunki. I brak wody... Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy udało mi się przekroczyć linię mety, że jednak dałam radę i nie zeszłam z trasy. A za chwilę wydarzyło się coś niespodziewanego. Coś, co nawet nie pojawiło się w moich snach. Dowiedziałam się, iż zajęłam trzecie miejsce! Serio! W klasyfikacji generalnej kobiet. I nie umiałam w to uwierzyć, dopóki nie stanęłam na scenie i nie otrzymałam pamiątkowego pucharu. Łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu. Wtedy wiedziałam, że dzięki swojej ciężkiej pracy, determinacji oraz wiary w swoją siłę, mogę osiągnąć wszystko to, co sobie postanowię. Pozytywne nastawienie i codzienna praca. Tyle wystarczy. No i radość z procesu, z tego, że już się cieszę z tego co robię, a nie dopiero kiedy uda mi się zrealizować swój cel. 

Tego Wam życzę, byście codziennie znajdowali radość z tego co robicie. Nawet wtedy kiedy nikt nie patrzy i nie widzi Waszego wysiłku.

Pozdrawiam!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

 Dzisiaj przywitam się inaczej... Siemanko! Ostatni wpis zakończyłam życząc każdemu szczęścia. No i właśnie, co to jest szczęście? Zastanawiam się nad definicją tego słowa już kilka dni. Rok temu szczęściem nazwałabym to, że lecę na wakacje w ciepłe i popularne miejsce. Albo, że w końcu zmienię pracę, najlepiej na taką w dużej korporacji. Lub to, że jest piątek i w końcu można się napić wina. Czyli, że szczęściem było to, iż na coś cały czas czekałam. Lecz czy serio byłam szczęśliwa, kiedy ta oczekiwana chwila nadeszła? Nie wiem. Całe życie mam na coś czekać? Po co? Jak życie jest tak przewrotne, że jutra może nie być. Więc warto być szczęśliwym już teraz. W tej chwili.  Jak odnaleźć radość każdego dnia? Jeszcze tego nie potrafię, ciągle się uczę, ale po prostu wystarczy być wdzięcznym. Za każdą najprostszą rzecz, o których zapomnieliśmy. Wyobraź sobie, że dzwoni budzik, czas wstawać. Rozpocząć kolejny dzień. I z czego tu się cieszyć? Nic nadzwyczajnego. Wcale nie. Przed Tobą ...
 Serwus, w tym wpisie chciałabym się podzielić czymś osobistym, a mianowicie - zmagam się ze stanami lękowymi. Co to takiego? Siedzę na kanapie, wszystko jest git, gra moja ulubiona muzyka, nie ma żadnego zagrożenia. Jestem w bezpiecznym miejscu. Tylko czemu nagle moje ciało się napina, puls skacze, oddech staje się płytki i przyspieszony. Czuję się tak jakby zaraz koło mnie miała wybuchnąć mina i szykuję się do ucieczki. Przed czym ta ucieczka? To myśli przywołują wspomnienia z przeszłości, lub zamartwianie się o przyszłość. Aby być cały czas "na fali", w ruchu. Bo przecież MUSZĘ korzystać z życia. Bo życie mi ucieknie...A przynajmniej tak mi się wydaje. Skąd mi się to wzięło? Jest kilka teorii. Lecz chyba głównie z tego, że nie potrafiłam odpoczywać, wszystko zawsze musiałam zrobić sama, bo przecież nikt inny lepiej ode mnie nie zrobi. Tia... bo nie ma ludzi nie zastąpionych? Każdy zły grymas, zły humor, negatywny komentarz innych osób brałam do siebie. Jakbym była odpowied...